Banki centralne zmieniają narrację

W nowy tydzień uczestnicy rynku weszli z wyraźnie gorszymi nastrojami niż przed kilkoma dniami.

Na obecny sentyment rynkowy największy wpływ miała zmiana narracji ze strony banków centralnych, które do tej pory pozostawały zgodne, że inflacja ma wyłącznie „przejściowy” charakter i nie wymaga uruchomienia narzędzi polityki monetarnej, które miałyby przyczynić się do jej wyhamowania. Teraz jak jeden mąż uznały jednak, że wcześniejsze zapewnienia były błędem i obecne poziomy inflacji są na tyle niepokojące, że należy „coś z tym zrobić”.

Problemy po stronie podaży, zakłócenia w łańcuchach dostaw, powszechne poluzowanie polityki monetarnej na nieznaną dotąd skalę, wzrost cen surowców energetycznych – wszystko to sprawiło, że zasięg gwałtownego wzrostu cen miał charakter globalny. W USA inflacja konsumencka jest obecnie najwyższa od 39 lat i wynosi 6,8%, natomiast w strefie euro sięgnęła 4,9%, a więc najwyższego poziomu od powstania unii walutowej w 1999 roku. Do tej pory rynki żyły w błogim przeświadczeniu, że banki centralne pozostaną biernymi obserwatorami rosnących cen. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, kiedy podczas ostatniego w tym roku posiedzenia FOMC Rezerwa Federalna zdecydowała się na przyspieszenie skupu aktywów i ogłosiła otwartość na wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych, natomiast dotychczas „ultra-gołębi” Europejski Bank Centralny zakomunikował zamiar ograniczenia dodruku. Do tego dochodzą decyzje nieco mniejszych graczy z grona banków centralnych, którzy decydują się na zacieśnienie polityki monetarnej.

Zmiana narracji banków centralnych to jednak nie jedyny problem, z którym przyszło się zmierzyć rynkom inwestycyjnym. Obecnie pozostają one pod wpływem wariantu Omikron, który – mimo że w przebiegu choroby okazał się podobny do odmiany Delta – jednocześnie jest zdecydowanie bardziej zaraźliwy. Potęguje to obawy o możliwość wprowadzenia nowych obostrzeń, a nawet pełnych lockdownów w gospodarkach szczególnie dotkniętych nową odmianą koronawirusa, takich jak Wielka Brytania, gdzie wczoraj zdiagnozowano niemalże 82 000 nowych zakażeń.

Wejście rynków w tryb risk-off, które z natury rzeczy jest tożsame z umocnieniem amerykańskiej waluty, przełożyło się na spadek ceny złota, mimo że powszechnie jest one zaliczane do grupy „safe-haven assets”. Złotu nie sprzyja jednak obecnie forsowana, „jastrzębia” narracja banków centralnych. W chwili pisania tego tekstu, tj. o godzinie 16:28 cena uncji złota wyrażona w dolarach amerykańskich wynosi 1794,38 USD i notuje dzienny spadek w wysokości 0,31%.

Źródło: Tavex

Artykuł Banki centralne zmieniają narrację pochodzi z serwisu Inwestycje.pl.

Powered by WPeMatico

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.